Bóg mnie wybrał...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Możemy porozmawiać...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Ufam Mu...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

W biegu do Pana...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

To dobra decyzja...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Boża radość...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Jestem piękna dla Pana...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Pan nas posyła...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

W każdej sytuacji Pan nam błogosławi...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Panie pomóż mi wybrać...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Chcę pójść za Tobą, Panie...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

MISJA SIÓSTR PALLOTYNEK W KAMERUNIE

Drodzy Przyjaciele misji.

Afryka pozostawia bardzo mocny ślad w sercu każdego, kto miał możliwość poznać ten kontynent z bliska. Chciałabym Was wszystkich, którzy pomagacie dzieciom i biednym w Kamerunie, wprowadzić w afrykański klimat i przybliżyć tamtejszych ludzi oraz warunki, w jakich żyją. Chciałabym także pokazać Wam z bliska pracę i trud misjonarzy i misjonarek, których wspieracie waszą modlitwą i ofiarami.

„Afrykę można kochać albo nienawidzić, Afryka zachwyca i jednocześnie przeraża, nie można pozostać wobec niej obojętnym... ” tak najczęściej mówią misjonarze. Opisując ten kraj chciałabym posłużyć się przede wszystkim wypowiedziami zaczerpniętymi z opowieści misjonarzy, jako tych, który dzięki wieloletniemu doświadczeniu misyjnemu poznali lepiej tamtejszą rzeczywistość.

Życie w Afryce jest bardzo odmienne od tego, jakie znamy my, mieszkańcy Europy. Diecezja Doumé, której spieszycie z pomocą, znajduje się na wschodzie Kamerunu w jego najbiedniejszym regionie. Ludność w większości utrzymuje się z uprawy ziemi, lecz dla nadwyżek produktów rolnych nie znajduje rynku zbytu.

Domy, które najczęściej spotyka się w tym kraju nazywane są poto-poto. Te, drewniano-bambusowe konstrukcje, zmontowane za pomocą lian, wypełnione są gliną albo wręcz błotem i pokryte dachem z liści palmowych lub blachą. Ci, których stać na zakup kilku worków cementu, czasem pokrywają błoto tynkiem. Trwałość takiego zabezpieczenia jest i tak względna, szczególnie w porze bardzo intensywnych tropikalnych deszczów. W domu najczęściej znajduje się kilka małych pomieszczeń. W jednym z nich jest ognisko, które pali się lub tli praktycznie dzień i noc, z kilkoma ułożonymi po bokach kamieniami, na których umieszcza się garnki do przyrządzania potraw. Dym wypełniający chatę ma podobno odstraszać komary i inne owady, których jest tu mnóstwo.

Rytm życia wyznacza pogoda. W porze deszczowej, która tutaj trwa od marca do listopada, życie zwalnia rytm. Deszcz nie pada wprawdzie codzienne i rzadko dłużej niż kilka godzin, ale kiedy już pada, wtedy wszyscy z pokorą muszą uznać wyższość sił przyrody. Przy tutejszych drogach przemieszczenie się nawet o kilka kilometrów graniczy wręcz z cudem. Słońce wschodzi około godz. 6, zachodzi około 18. Dzieci wstają najczęściej wraz ze słońcem. Dorośli niejednokrotnie o wiele wcześniej. Lepiej wstać wcześniej, żeby na pole dotrzeć o świcie, bo wówczas skwar nie daje się tak we znaki i można przyjść wcześniej, żeby przygotować coś do zjedzenia. Podstawę wyżywienia stanowi maniok (duże bulwy podobne do buraków pastewnych) oraz plantain (rodzaj bananów). Do tego dodaje się różne sosy przygotowane na bazie ziół, warzyw czy też orzeszków arachidowych. Mięso je się raczej od święta. Czasem (coraz rzadziej) udaje się upolować jakieś zwierzę żyjące w buszu.

Większość chorób bierze się z niezdrowego jedzenia, przygotowywanego w niehigienicznych warunkach, głównie z zanieczyszczonej wody. Spotyka się tu wiele dzieci z dużymi brzuszkami. W tej części Afryki świadczy to niekoniecznie o syndromie głodowym. Może być to również reakcja na zbyt bogate „życie wewnętrzne” w postaci ameb, grzybów i innych stworzeń o egzotycznie brzmiących nazwach. Największe żniwo zbierają nadal malaria i AIDS. Ta pierwsza jest całkowicie wyleczalna. Co z tego, skoro wielu ludzi po prostu nie stać na leki. Natomiast druga zbiera bardzo obfite żniwo, często również wśród młodych. Każdego dnia słychać w Doume bębny obwieszczające deuil czyli żałobę po zmarłym.

Szczególnym wyzwaniem dla misjonarzy są prośby o pomoc w finansowaniu leczenia bądź w zakupie leków, gdyż od nich niejednokrotnie zależy „być albo nie być” chorego.

Do lekarza często przychodzi się lub przyprowadza dzieci zbyt późno. Często za późno. Powodem jest brak pieniędzy na opłacenie wizyty i lekarstw, choć są to i tak, w przypadku naszych katolickich przychodni, symboliczne sumy. Nierzadko zdarza się, że najpierw idzie się z chorym do lokalnego znachora, czarownika a gdy i ten nie pomoże wówczas decyduje się na pójście do misyjnej przychodni lub państwowego szpitala. Trudno w kilku słowach opisywać tu warunki, jakie panują w takich lokalnych, państwowych szpitalikach. Z opowieści misjonarzy wiemy, że pacjenci często są pozbawieni sami sobie, a na „dzień dobry” lekarze życzą sobie za leczenie i pomoc dużych sum pieniędzy. W spotkaniu z chorymi często doświadcza się cierpienia i zmieszania. Patrząc w ich oczy od razu można zauważyć jak niewiele mają już sił, jak przegrywają w walce z AIDS, gdy tymczasem pragnienie życia jest w nich ogromne. Można odczuć to poprzez ich serdeczny uścisk, łzy w oczach i milczenie, które staje się krzykiem: Chcę żyć, pomóż mi! Pozostaje świadomość, że jedyne, co można dla nich zrobić, to pomóc w leczeniu, aby wzmocnić ich nadzieję.

Każde wyjście na teren misji łączy się dla misjonarzy ze spotkaniem z dziesiątkami dzieci, które „przyklejają się” do nich, szukając w fizycznej bliskości czułości, ciepła, miłości.

Jest to też jedna z rzeczy, która bardzo uderza kogoś, kto po raz pierwszy przybywa do Afryki. Dzieci, bardzo wiele dzieci. Duże i małe, uśmiechnięte i smutne, najczęściej biedne, bardzo często zaniedbane, brudne, dzieci, które od najmłodszych lat same muszą uczyć się, co robić, aby przeżyć. Najsłabsze fizycznie często nie wytrzymują trudnych, tropikalnych warunków. Rodzi się ich wiele i wiele umiera. Wiele z nich to sieroty. Przed każdą siostrą misjonarką i księdzem misjonarzem staje wezwanie do rodzicielskiej troski o te dzieci.

Rodziny żyją w biedzie i wiele nie może sobie pozwolić na opłacenie szkoły dla swych licznych dzieci. Dzieci w większości ciężko pracują. Ich podstawowym obowiązkiem jest przynoszenie wody i chrustu na opał.

Dzięki akcji Adopcja Serca i innym zbiórkom staramy się wyjść naprzeciw trudnej sytuacji rodzin i pomóc ich dzieciom w edukacji. Zdajemy sobie sprawę, że jest to stworzenie dzieciom szansy na lepszą przyszłość. Nasze siostry misjonarki opiekują się przedszkolem katolickim liczącym 150 maluchów i szkołą podstawową, do której uczęszcza około 400 dzieci. Poza tym mamy pod opieką szkołę w Nkoum, oddaloną 25 km do głównej stacji misyjnej, młodzież z Collegu i Liceum. Dzieci chętnych do nauki jest wiele, ale szkoły nie są w stanie pomieścić więcej uczniów. Klasy są i tak znacznie przepełnione. Pomoc finansowa rodziców adopcyjnych pozwala na zakup materiałów szkolnych dla dzieci (większość z nich pisała kredą na drewnianych tabliczkach), pomocy naukowych dla nauczycieli oraz na organizowanie różnego rodzaju imprez szkolnych mających na celu podarowanie dzieciom uśmiechu. Dzięki pomocy dobrodziejów i organizacji Follereau dzieci są także od roku dożywiane. Lekcje rozpoczynają się o 7. 30 i trwają nieraz do 15. 30, a większość dzieci przychodzi do szkoły bez śniadania. Od kilku lat objęliśmy też opieką adopcyjną dzieci i młodzież.

Pomoc finansowa dobrodziejów misji pozwala na prowadzenie świetlic parafialnych, których inicjatorami są nasi misjonarki lub misjonarze. Istnienie takich ośrodków pozwala ogarnąć lepszą opieką edukacyjną dzieci, szczególnie słabsze w szkole, stwarzać momenty wspólnej zabawy i modlitwy, rozwijać ich umiejętności. Temu celowi służą także organizowane kolonie letnie. Gromadzą one setki dzieci. Oprócz wspólnej modlitwy, zabawy mają zawsze zapewniony posiłek, co niejednokrotnie staje się dla nich najważniejsze…

Moje osobiste spotkanie z Kamerunem umocniło mnie w przekonaniu, że Afryka potrzebuje transfuzji miłości.

Jak Założyciel naszego Zgromadzenia, św. Wincenty Pallotti, możemy poprzez skromną choćby pomoc stać się „pokarmem dla głodnych, napojem dla spragnionych, lekiem dla chorych”. A dzieląc się z innymi gromadzimy sobie skarby w niebie.

Z wyrazami serdecznej wdzięczności i pozdrowieniem w Panu
S. M. Bożena Olszewska SAC


(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)

NASZ ZAŁOŻYCIEL

Św. Wincenty Pallotti

Naszym Założycielem jest Święty Wincenty Pallotti. Żył w latach 1795–1850. Miejscem jego kapłańskiej i apostolskiej działalności był przede wszystkim Rzym gdzie podejmował wiele posług.

Ks. Wincenty Pallotti zmarł w Rzymie w opinii świętości 22 stycznia 1850 roku. Sto lat później, 2 stycznia 1950 roku papież Pius XII zaliczył go do grona błogosławionych. Papież Jan XXIII w dniu 20 stycznia 1963 roku podczas trwania Soboru Watykańskiego II, ogłosił błogosławionego Wincentego Pallottiego świętym jako Apostoła Rzymu i patrona Apostolatu Ludzi Świeckich. Święty Wincenty został też patronem Papieskiego Związku Misyjnego Księży.

Czytaj więcej...

O NAS

Nasz charyzmat

Dzisiaj istniejemy w wielu krajach świata, jako zgromadzenie międzynarodowe. Podejmujemy prace na misjach i w Polsce. Prowadzimy m.in. przedszkola, dom dziecka, domy pomocy społecznej, katechizację, prace parafialne i duszpasterskie. Spotykamy się w ramach grup i rekolekcji z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi.

Gdziekolwiek jesteśmy, staramy się przeżywać swą codzienność według krótkich dewiz Założyciela:

  • Ad Infinitam Dei Gloriam! - Dla Nieskończonej Chwały Bożej
  • Ad Destruendum Peccatum! - Dla Zniszczenia Grzechu
  • Ad Salvandas Animas! - Dla Zbawienia Dusz

Czytaj więcej...

KONTAKT

SPOŁECZNOŚĆ