Bóg mnie wybrał...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Możemy porozmawiać...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Ufam Mu...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

W biegu do Pana...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

To dobra decyzja...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Boża radość...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Jestem piękna dla Pana...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Pan nas posyła...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

W każdej sytuacji Pan nam błogosławi...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Panie pomóż mi wybrać...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

Chcę pójść za Tobą, Panie...

Duszpasterstwo Powołań Sióstr Pallotynek

ŚWIADECTWO MISYJNE S. ANITY

NKOL-AVOLO - KAMERUN: Z misji

U nas w Kamerunie znów pada jak przystało na porę deszczową, tak ma być aż do grudnia, a później zacznie się pora suszy i upałów. Mimo że pada, to jest bardzo ciepło i parno. Po deszczu i burzy ziemia paruje i jest bardzo wilgotne powietrze. Ale póki co aż tak mocno nie odczuwam klimatu. Często w Polsce jest bardziej gorąco niż w Kamerunie. Komary też mnie póki co omijają. Oby było to jak najdłużej. Dużo jest gadów. Z nami w domu mieszkają jaszczurki, szczury i czasem jakiś zbłąkany wąż. Ja jeszcze nie spotkałam takiego nieproszonego gościa. W Kamerunie noc zaczyna się każdego dnia już o 18-tej, a dzień rozpoczyna o 6 rano. Więc wieczorem żeby wyjść na podwórko to tylko z lampą, tak samo i w domu. Nie ma dnia żeby nam nie wyłączono prądu.

Każdego dnia mam coraz więcej chorych w Dyspanserze. Szczególnie dzieci i ludzi starych. Tydzień temu w sobotę wieczorem uratowałam życie księdza Kameruńczyka z misji. W ciągu dnia przyszedł, żeby mu pomoc, bo źle się czuje. Okazało się, że ma malarię i od 2-3 dni nic nie pił i nie jadł. Mieszka sam, jest jeszcze młody (30 lat), a do tego Kameruńczyk, więc mało zaradny. Trochę go podkarmiłyśmy. Około godz. 2200 ktoś dzwonił, że ksiądz jest w ciężkim stanie. We dwie z siostrą Marią w ulewnym deszczu i burzy poszłyśmy do niego. Tu jak jest burza, to od piorunów robi się bardzo jasno. Więc burza rozświetlała nam drogę do jego domu. Kiedy doszłyśmy na plebanię okazało się, że rzeczywiście ksiądz jest umierający. Poprosiłyśmy kogoś ze wsi i przywieźli nas do naszego domu. Przez całą noc czuwałam przy nim. Pierwszy raz zakładałam wenflon do żyły przy lampie naftowej, bo, jak co noc nie było światła. Kroplówki kapały do rana. Rano ksiądz był już zdrowy i nawet odprawił Mszę. W kościele ogłosił, że uratowałam mu życie, bo jestem kimś więcej niż pielęgniarką, lekarzem i od tamtej pory na brak chorych nie narzekam.

Najczęściej ludzie przychodzą z malarią, z AIDS, dzieci pokaleczone przez maczety, zagłodzone albo pobite. Często mogę dać im tylko wody do picia ze studni i lizaki, które mam jeszcze z Polski. Los dzieci w Kamerunie jest przerażający. Z chwilą kiedy dziecko zacznie chodzić, samo musi zdobywać sobie jedzenie i prać ubranka w rzece. Dlatego tyle ich umiera do 5 roku życia i są niesamowicie brudne. Na ciele rany z brudu i pogryzienia przez muchy. Dzieci chore po urodzeniu są przez rodzinę wyrzucane na śmietnik żeby zmarły. Każde dziecko zjada posiłek tylko raz dziennie, a w ciągu dnia żywią się trawą i tym, co znajdą na ziemi. Dlatego każde choruje na robaki.

Wczoraj, kiedy byłam z Dyspanserze usłyszałam płacz dziecka, które płakało bardzo długo. Na początku wydawało mi się, że to w którymś z domów, ale trwało to zbyt długo. Poszłam za jego głosem i znalazłam kilkumiesięcznego chłopczyka w kościele. Rozebrany był ze wszystkiego i włożony do pudełka po bananach. Tu matki same są jeszcze dziećmi i nie potrafią zajmować się swoimi maleństwami. Dzieci są strasznie bite w szkole i w domu. Mają poprzecinaną skórę na plecach, na brzuchu i na buzi. Dzieci bardzo mnie polubiły, więc każdego dnia jest ich coraz więcej w Ośrodku. Dzięki temu widzimy jak są źle traktowane i w miarę możliwości możemy im pomóc i dokarmić. Dzieci już mnie rozpoznają, kiedy z s. Edytą jedziemy przez wioskę. Często, kiedy wychodzą ze szkoły zachodzą do mnie do Dyspanseru, żeby napić się wody, albo otrzymać lizaka.

s. Anita Łuka


(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)

NASZ ZAŁOŻYCIEL

Św. Wincenty Pallotti

Naszym Założycielem jest Święty Wincenty Pallotti. Żył w latach 1795–1850. Miejscem jego kapłańskiej i apostolskiej działalności był przede wszystkim Rzym gdzie podejmował wiele posług.

Ks. Wincenty Pallotti zmarł w Rzymie w opinii świętości 22 stycznia 1850 roku. Sto lat później, 2 stycznia 1950 roku papież Pius XII zaliczył go do grona błogosławionych. Papież Jan XXIII w dniu 20 stycznia 1963 roku podczas trwania Soboru Watykańskiego II, ogłosił błogosławionego Wincentego Pallottiego świętym jako Apostoła Rzymu i patrona Apostolatu Ludzi Świeckich. Święty Wincenty został też patronem Papieskiego Związku Misyjnego Księży.

Czytaj więcej...

O NAS

Nasz charyzmat

Dzisiaj istniejemy w wielu krajach świata, jako zgromadzenie międzynarodowe. Podejmujemy prace na misjach i w Polsce. Prowadzimy m.in. przedszkola, dom dziecka, domy pomocy społecznej, katechizację, prace parafialne i duszpasterskie. Spotykamy się w ramach grup i rekolekcji z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi.

Gdziekolwiek jesteśmy, staramy się przeżywać swą codzienność według krótkich dewiz Założyciela:

  • Ad Infinitam Dei Gloriam! - Dla Nieskończonej Chwały Bożej
  • Ad Destruendum Peccatum! - Dla Zniszczenia Grzechu
  • Ad Salvandas Animas! - Dla Zbawienia Dusz

Czytaj więcej...

KONTAKT

SPOŁECZNOŚĆ